Ostatnio spełniło się moje zimowe marzenie. W końcu zawitała prawdziwa zima z tak długo oczekiwanym przeze mnie i Sorbonę śniegiem. Zniknęła szarość i ponurość, a wszystko na około jakby owinęło się w ciepły biały kocyk i wyciszyło się. Od razu zachciało mi się chociaż jednego dnia z rześkim porannym spacerem w lesie, długim i leniwym brunchem ze znajomymi i wieczorem w towarzystwie ciekawej książki. Sama nie mogę uwierzyć, że te wszystkie trzy rzeczy udało mi się zrealizować. Ciężko mi też określić, która część tego zbyt krótkiego dnia była najprzyjemniejsza: tarzanie się w czystym krystalicznie białym śniegu z Sorboną, smakowanie świeżo upieczonego chleba z soczystym kurczakiem, ciepłe rozmowy ze znajomymi czy chwila wieczornego wyciszenia. Nie jedną niedzielę chciałabym spędzić w taki sposób!